Mariusz Slonina

Contact   Site Login

On

wczoraj dotarło do mnie o co chodzi na mszy św. pierwszy raz kapłan wytłumaczył co robi i po co to robi, ale ja i tak potrzebuję dowodu. dowodu na to, że On jest, że to wszystko ma sens, że coś tam po drugiej stronie na nas czeka. przez ostatnie półtora roku zdarzyło się tyle, że może i mógłbym uwierzyć, ale chyba jednak to ciągle nie to. a może poprostu sam nie chcę, może się boję, moze sam nie wiem czego. może cały czas tkwi we mnie ta zgubna myśl, że gdybym wybrał Jego, to wszystko inne musiałbym porzucić, to musiałbym porzucić najważniejsze marzenia, te najskrytsze, o których nie mówię. nie potrafię zrozumieć tego, że jeśli to wszystko co mam pochodzi od Niego, to dlaczego miałby mi to zabrać, dlaczego nie pozwoli mi tego dopełnić, dokończyć -- przecież On doskonale wie, że to, co zaczynam musze skończyć, że źle mi, gdy coś pozostawie bez kropki nad i. jeśli zawierzyć Jego istnieniu, to stworzył mnie takiego jakim jestem, to dał mi to wszystko i powinienem wykorzystać wszystkie te szanse, które codzień dostaję, te wszystkie talenty, które mam -- i te wszystkie wątpliwości też mają sens, te ciągłe rozterki i niewiara...

zakwestionowałem Jego istnienie... szukam... przychodzę co niedzielę pograć do mszy, czasem coś przeczytam, raz nawet służyłem. to wszystko po to by znaleźć w sobie wiarę i dowód... napisałem modlitwę o śpiew, a słowami "każdy ma chwile" grammatika czasem modlę się... szukam... zadaję codzień pytania -- Jemu, sobie, całemu światu -- ale odpowiedzi tak mało, prawie żadnej. liczę tylko, ze czas pozwoli się dowiedzieć, a On pozwoli znaleźć dowód. może...

GoldenLine

See my photos

flickr  picasa